narrow default width wide
colour style colour style colour style colour style
Ginące zawody PDF Drukuj Email

7.10.2014

źródło: www.szczawnica.pl

"To już jest tylko podtrzymywanie tradycji" - wywiad ze szczawnickim dorożkarzem

 

Dziennikarka naszego portalu, Oliwa Smolarska, "przepytała" jednego z dorożkarzy szczawnickich. Oto, co usłyszała:

 

Jak zaczyna się Pana  dzień?

Normalnie o 5 rano.

Czy jest to ciężka praca i ile godzin dziennie pan jej poświęca?

To nie jest praca zawodowa. Kiedy chce, to jadę, a kiedy nie chcę, to nie. Jak jest    pogoda to się jedzie, a jak nie ma to nie. Ale do konia trzeba iść, dać mu jeść  i nie ma, że jesteś chory, czy co.

Czy można dorożką  pojechać  w dowolne miejsca, czy jest jakaś stała  trasa?

Tak, raczej w dowolne miejsce.

Kiedy jest najwięcej chętnych do przejażdżki?

W lipcu i sierpniu.

Czy zna pan jakieś języki obce,  a jeśli nie to jak pan sobie radzi w kontaktach z gośćmi  z zagranicy?  (język)

Dogaduję się migowo.

Kim są pana klienci? I co sobie najbardziej chwalą?

Najczęściej są to matki z dziećmi. Jak jadę to opowiadam im różne rzeczy o Szczawnicy.

Jakie są blaski i cienie zawodu dorożkarza?

To nie jest zawód ani żaden biznes. To już jest tylko podtrzymywanie tradycji.  Jak się ma emeryturę to się dokłada z niej do interesu., bo za dwa miesiące na cały rok nie zarobi się na utrzymanie konia, a o rodzinie się nie mówi.

Jakie cechy powinien posiadać dobry dorożkarz?

Być uśmiechnięty i miły.

Dlaczego wybrał pan taki zawód i czy daje on satysfakcję?

Ja tego zawodu nie wybierałem, bo to tradycja z dziada pradziada, ale konia kocham i póki dam radę, to będę go utrzymywał.

Jak widzi Pan przyszłość tego zawodu?

Upadłość. Tego już nie będzie. W Szczawnicy tradycja zaniknie pomału.

Dziękuję za rozmowę.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież