narrow default width wide
colour style colour style colour style colour style
Pienińskie legendy PDF Drukuj Email

 

Zbójnicki skok


Na początku przełomu Dunajca znajduje się dziesięciometrowe zwężenie, które od niepamiętnych czasów nazywa się Zbójnickim Skokiem. Opowiadają ludzie legendę o Janosiku, harnasiu nad harnasiami. Kiedy go pojmali hajducy w karczmie i zamknęli w lochu, tenże zbójnik kajdany skruszył i uciekł ku górom. Ale pogoń za nim się puściła i musiał Janosik skoczyć nad spienionym, wartkim nurtem Dunajca. Takiej sztuki nikt dotąd nie dokonał! Do tej pory widać ślad kierpca odbitego w skalnej opoce.

 

Siedem Mnichów


Przy trzecim zakolu Dunajca wznoszą się wysokie na 80m skaliste turnie. Zwą te skały Siedmioma Mnichami, jako że do dnia dzisiejszego rozpoznać można w nich postaci siedmiu grzesznych zakonników z Czerwonego Klasztoru, którzy skamienieli, gdy próbowali zakraść się do mniszki po polskiej stronie Dunajca – jej wizerunek także można zobaczyć na ścianie skalnej Facimiechu.

 

Stuletnie źródło


Źródło to w zimie nie zamarza, a w mroźne dni unoszą się nad nim kłęby pary. Powiada się, że „kto stąd wodę pije, sto lat żyje ” . A smak przewyborny ma ponoć.

 

Jaskinia Aksamitka


Kiedy dowódca wojsk husyckich Petr Aksamit odmówił posłuszeństwa Janowi Jiskrze, ze swoimi żołnierzami wybrał życie zbójeckie. Rabował i łupił na całym Spiszu. A pod koniec żywota swego grzechów pożałował. Usiadł w grocie w Halinowskich Skałach i zapłakał. A każda jego łza zamieniała się w sopel lodu… I z nich przepiękna jaskinia powstała.

 

Skrzydła brata Cypriana


Brat Cyprian z Czerwonego Klasztoru był wielkim myślicielem, oczytanym w księgach. Zioła hodował w przyklasztornym ogrodzie, ciągle coś gotował, przelewał i mierzył. I jeszcze jedno, miał wielkie marzenie – fruwać, jak ptaki, ku obłokom się wznieść. I skrzydła niezwykłe zbudował. Ale jakże tak, toż to diabelski wynalazek, gdzieżby człowiek latać miał po niebie! Jednakowoż we śnie przyszedł do niego anioł i namówił do lotów. Nie wiedział mnich jednak, że to sam szatan go do grzechu zachęca. I pofrunął! Ze szczytu Trzech Koron hen, ku Tatrom. A nad Morskim Okiem w skałę się zamienił, którą odtąd Mnichem nazywają.

 

Jak powstał Dunajec?


Mieszkał niegdyś w Tatrach gad niezwykły, król wężów, który na głowie koronę złotą z diamentami nosił, a wszystkie węże słuchać go musiały. Skarbów też niezmierzonych, w głębi ziemi ukrytych, strzegł. Raz kiedyś pasterz jeden, bogactw jego spróbować zechciał. Ale nic zdziałać nie mógł, rozzłościł tylko wężowego monarchę, który same nieszczęścia na lud pieniński zrzucił.
Był w Szczawnicy chwat pewien, Perłowiczem zwany. On to postanowił gada zgładzić. Dowiedział się, że dokonać tego może dzięki palicy, która leży na Siodełku, na stoku Bystrzyka. I kij zabrał, ku Tatrom ruszył i wężowego króla odnalazł. A wąż przestraszyć go chciał, ale nie zdołał, więc przed uderzeniami palicy uciekać zaczął, a cielskiem swoim koryto kręte w skałach żłobił. Zabił go w końcu Perłowicz, krew trysnęła na skały, które od tej pory nazywane są Czerwonymi Wierchami.
A jak wracał bohater do wsi, w wąwozie wyrytym wężowym cielskiem już woda spieniona płynęła. A Perłowicz mnichem został i w Czerwonym Klasztorze zamieszkał.

 

Cud Św. Kingi


Zdarzyło się, że gdy wczesną wiosną mniszki z Sącza pod przewodnictwem św. Kingi przed Tatarami uciekały, gospodarz Krasem zwany pole właśnie pszenicą obsiewał. A mniszki przystanęły i odpoczęły chwilę. Wtedy chłop pomoc zaoferował i pogoń zmylić chciał. Na to Pienińska Pani odrzekła: ,,Mówcie zawsze prawdę gospodarzu, prawda Bogu miła ”. I poszły niewiasty swoją drogą, a za nimi czambuł tatarski przybieżył i o klaryski dopytywać zaczął. A Kras odparł, że owszem, przeszły tędy, kiedy pole ziarnem obsiewał. I zdumiał się, gdy zobaczył, że Mongołowie pogoni zaniechali, bo na miejscu dopiero co zasianej pszenicy, łany dojrzałe szumiały! Na pamiątkę tego cudu miejsce owo Krasem jest nazwane.

 

Jak powstały Pieniny?


Kiedy święta Pani Kinga z mniszkami przed Azjatami uchodziła, by schronienia szukać w Pienińskim Zamku, doganiać je zaczęli tatarscy jeźdźcy. Już niewiasty myślały, że zginąć im przyjdzie z rąk pogan, albo co gorsza w jasyr popaść, kiedy ich przewodniczka od paska różaniec odpięła i pod kopyta mongolskich koni rzuciła. I cud się stał: z paciorków różańca góry wyrosły, skały ostre!
Ale nie na długo pogoń powstrzymały. Już, już Tatarzy się przybliżali, kiedy Kinga grzebień kościany ku nim cisnęła. I las gęsty z niego wyrósł. Kiedy to nie pomogło, ksieni wstążkę, co za pasek jej służyła, odpięła i w dół rzuciła. A ona w rwącą rzekę się zmieniła i ostatecznie Mongołów zatrzymała.

 

Cudowna mgła


Kiedy klaryski z Sącza, uciekające przed Tatarami, na Zamku Pienińskim się schroniły, trudno im się w nim żyło. Dokuczało im zimno, brakowało drewna, jedzenia i wody. I wtedy Azjaci kryjówkę odkryli i pod mury zamku dotarli. Słaby opór mniszki stawić mogły i przerażone gorąco modlić się zaczęły. Nagle chmury słońce przesłoniły a z dołu mgła gęsta podnosić się zaczęła i osłoniła szczelnie warownię. A wojownicy w niej się całkiem zatracili i w otchłań pospadali. A św. Kinga Bogu dziękowała, że cud dla niej uczynić raczył.