narrow default width wide
colour style colour style colour style colour style
Pozytywne nawyki PDF Drukuj Email

20.01.2017

 


Jak uzależniłam się od... czytania

 

 

W listopadzie ubiegłego roku biblioteka szkolna ogłosiła konkurs literacki: "Do zaczytania jeden krok... Jego uczestnicy mieli na jednej stronie A4 opisać swoją historię uzależnienia się od czytania. Celem głównym organizatora była skierowana do nieczytających zachęta do odkrycia w sobie apetytu na czytanie.

Prezentujemy poniżej pracę zwyciężczyni, czyli Kasi Cepuch  z naszego Liceum.

 

Żeby móc  powiedzieć cokolwiek o moim uzależnieniu od czytania muszę najpierw cofnąć się o kilka lat, aż do mojego dzieciństwa, kiedy to zupełnie nieoczekiwanie wszystko się zaczęło. Moją pasję zawdzięczam babci i dwóm książkom, które do dziś stoją na półce w jej sypialni. Otóż w wieku czterech lub pięciu lat, kiedy umiejętność mówienia miałam już doskonale opanowaną, zainteresowałam się słowem pisanym. Mimo tego, że w domu posiadałam wielkie i piękne księgi, ilość liter w nich zawartych troszkę mnie przerażała. Z pomocą przyszła właśnie moja babcia oraz : „Baśnie z dalekich wysp i lądów” Anny Milskiej i „Muzykanci z Bremy” braci Grimm. Pamiętam wieczory spędzone przy kubku gorącego kakao i tych dwóch książkach tak, jak by to było wczoraj. Stare ilustracje w pierwszej z nich magnetyzowały mnie swoją egzotycznością, ale też pewną dostojnością (a może nawet monumentalnością). Druga natomiast pobudzała moją miłość do zwierząt i cieszyła mnóstwem kolorowych obrazków. Już po pierwszym zapoznaniu się z ich treściami umiałam recytować niektóre fragmenty, tak bardzo mi się one spodobały. Zawsze kiedy babcia kończyła czytać, prowadziłyśmy dyskusje o opowieściach, wyciągałyśmy wnioski, a nawet odkrywałyśmy drugie dna.  Tamte chwile niesamowicie wpłynęły na moją dalszą przygodę z czytaniem.

Początek nauki w zerówce zaowocował znajomością sztuki czytania. Pamiętam swoją determinację, gdy uczyłam się czytać bez składania na głos liter. Stawka była wysoka, bo nagrodę za to osiągnięcie stanowiło piękne słoneczko, które nauczycielka rysowała w zeszyciku. Godziny spędzone nad książkami opłaciły się i dostałam tę upragnioną nagrodę. W tym samym czasie w moje łapki trafił cieniutki tomik: „Doktor Dolittle i jego zwierzęta” Hugha Loftinga. To była miłość od pierwszego wejrzenia, a właściwie od pierwszego przeczytania. Jako siedmiolatka maltretowałam tę książkę bardzo często, wciąż na nowo przeżywając historię doktora.

Początkowo podchodziłam z pewnym dystansem do innych utworów, do czasu, gdy w pierwszej klasie szkoły podstawowej poznałam „Harrego Pottera” J.K. Rowling. I właśnie w tym momencie czytanie dosłownie mnie pochłonęło. Kolejne tomy „Harrego” wręcz połykałam, a moja rodzina nie mogła uwierzyć, że ośmiolatka w pół roku przeczytała wszystkie siedem części! Przygody Harrego, Rona i Hermiony znam do dziś na pamięć i często do nich wracam. Absolutnie pokochałam tę serię i wciąż jest ona na podium listy moich ulubionych dzieł.

W ciągu następnych pięciu lat sięgałam po każdą książkę, jaką znalazłam w bibliotece. Wypożyczałam po trzydzieści sztuk i maksymalnie dwa miesiące później maszerowałam po następne. W gimnazjum natomiast nadszedł czas na poważniejszą literaturę. Oczywiście cały czas byłam pogrążona w fantastyce, która do dziś jest moim ulubionym gatunkiem. Do gustu przypadła mi także twórczość Henryka Sienkiewicza, dość niepopularna w tamtym okresie.  I tak od „Krzyżaków” przez „Quo vadis”, aż do słynnej trylogii poznałam najważniejszą polską prozę  i nabrałam do niej ogromnego szacunku.

Nie wspomniałam jeszcze o wielu innych etapach mojego zaczytania, między innymi o przygodach z Tolkienem i Andrzejem Sapkowskim, o fascynacji Agathą Christie czy o dreszczyku emocji z królem Stephenem Kingiem. Na to niestety zabrakło mi już miejsca, ale dzięki tej wypowiedzi mogłam wróci do początków mojego czytania i przeżyć to wszystko jeszcze raz. Książki miały i nadal mają na mnie duży wpływ, zawsze znajdzie się dla nich u mnie miejsce. A wszystko to zawdzięczam babci, której naprawdę bardzo dziękuję.

Na koniec chciałabym wszystkim niezdecydowanym początkującym czytelnikom powiedzieć, żeby bardzo uważali, bo czytanie to straszliwie uzależniająca czynność. Jednak w odróżnieniu od innych używek, książki zamiast niszczyć, budują nasze życie.

 

Dodaj komentarz


Kod antysapmowy
Odśwież